Michal_Godyn    Historią 2-letniego Adasia z podkrakowskich Racławic żyła cała Polska i światowe media. W mroźną listopadową noc z soboty na niedzielę 2-letni chłopiec niepostrzeżenie wyszedł z domu i przez kilka godzin przebywał na kilkustopniowym mrozie. O zaginięciu dziecka zaalarmowała Policję babcia. Chłopca poszukiwali policjanci, mieszkańcy i strażacy. Rankiem w niedzielę, kilkaset metrów od domu, dziecko bez oznak życia odnalazł policjant biorący udział w akcji poszukiwawczej – zastępca komendanta komisariatu Policji w Krzeszowicach, podkomisarz Michał Godyń. Policjant od razu zaniósł chłopca do najbliższego domu i przystąpił do udzielenia fachowej pomocy przedmedycznej. Przez tydzień z głębokiej hipotermii wyprowadzali wychłodzone dziecko lekarze ze szpitala w Prokocimiu. Wiemy, że Adaś już przychodzi do zdrowia, bawi się i uśmiecha.

W podziękowaniu za wzorowo przeprowadzoną akcję poszukiwania dziecka i profesjonalnie prowadzoną akcję ratowniczą, starosta Józef Krzyworzeka i wicestarosta Wojciech Pałka w obecności komendanta powiatowego Dariusza Pocięgiela złożyli bohaterskiemu policjantowi gratulacje i nagrodę rzeczową. Przy tej okazji miałem możliwość zapytać nagrodzonego o szczegóły tego wydarzenia.

Całą opowieścią podkomisarza Michała Godynia dzielę się z Czytelnikami.


     „Zgłoszenie o zaginięciu Adasia otrzymaliśmy tuż przed godziną ósmą. Ja, jadąc na miejsce, poleciłem dzielnicowym wykonać już pierwsze czynności, to znaczy przeszukać miejsce zamieszkania Adasia, ponieważ zazwyczaj dzieciaki gdzieś tam się ukrywają w swoim domu, a druga część strażaków oraz Paweł (dzielnicowy Paweł Dusza – przyp. red.) mieli przeszukiwać okolice domu. Przyjechałem po krótkiej chwili rozmowy z Pawłem Duszą, dzielnicowym, gdy on mi wytłumaczył skąd się Adaś tam wziął, i to że był u babci przywieziony na noc, i że mieszka tak naprawdę w Zawadzie, powiat olkuski. Gdy staliśmy na tym pagórku, tak powiem szczerze, tchnęło nas aby zejść po trasie ewentualnej wędrówki tego naszego Adasia. Po zejściu z górki doszliśmy do rzeczki i rozdzieliliśmy się, mnie pasowało iść w lewo w dół rzeki, Paweł poszedł w górę. No i to był ten przypadek, że ja poszedłem w lewo, Paweł w prawo, równie dobrze mógł go Paweł znaleźć. Idąc wzdłuż rzeki sprawdzałem zabudowania, zaglądałem do bud z psami, czy tam czasem się nie przytulił do jakiegoś pieska. Przy jednej posesji pies był dosyć nachalny w stosunku do mnie, więc poprosiłem panią, aby wyszła. Pani mówiła, że już sprawdzała, bo był dziadek tutaj w okolicy, sprawdzał, szukał. Poprosiłem jednak, aby jeszcze raz wyszła i sprawdziła wkoło tej posesji. Pani rzeczywiście wyszła, ja zacząłem iść w dół dalej. Pani krzyknęła do mnie, że wydaje się, że widzi coś za rzeką. Podbiegłem, rzeczywiście widać był kawałek nóżki Adasia. Przebiegłem przez tą rzekę, no i tam już znalazłem Adasia.

Później to już było, po prostu, kotłowanie w głowie co robić. Szybciutko udrożnienie ust z liści, które miał tam przyklejone i częściowo w ustach i szybki bieg w kierunku drogi. Na drodze, na chodniku rozpoczęliśmy pierwsze czynności, jednak tam mieszkańcy nas poprosili, abyśmy weszli do środka i tam w pokoju na podłodze zacząłem wykonywać zabieg reanimacyjny. Po chwili przyszła córka właścicieli, pani Karolina, ona przejęła wdechy, a dosłownie po kilku minutach, ilu trudno powiedzieć, bo czas biegł strasznie, słyszałem jak sąsiad, pan Marek, dzwonił po pogotowie. Wszyscy krzyczeli, przyspieszali pogotowie. Wydawało się, że to naprawdę długo trwało, ale jak się później okazało, było to około dziesięć minut gdy na miejsce przyjechali. Kolejni policjanci, którzy pomagali, przejęli reanimację, Jurek Wilk i Tomek Zegarek, ale to już było w tym momencie, gdy weszła załoga pogotowia. No i potem panowie z pogotowia (przejęli reanimację – przyp.red.). Ja już wyszedłem, bo powiem szczerze, tam już się robiło tłoczno, a też o to chodzi, aby dać spokojnie, swobodnie pracować ratownikom. Wyszedłem i chłopaki też wyszli, no i trzymaliśmy kciuki. 

Rozmawialiśmy z mieszkańcami, z wójtem, jak się to mogło stać. Analizowaliśmy, no i z naszych obliczeń wyszło, że Adaś prawie pięć godzin był poza miejscem zamieszkania, tak że naprawdę smyk był mocny, że tak długo wytrzymał na zewnątrz
i powrócił do nas i jest zdrowy.”

Dziękujemy Panie Michale!

Jerzy Cywicki