Wielkimi krokami zbliża się jesienna aura, a wraz z nią coraz niższe temperatury. Jeszcze tydzień, może dwa i wszyscy, dosłownie, poczujemy ją w powietrzu.

W jesiennym depresyjnym nastroju, ale z poczuciem oszczędności w domowym budżecie, zdeklarowani palacze śmieci i plastiku wrzucą do palenisk wszystko to, co przez lato skrupulatnie zgromadzili w swoich kotłowniach.
Radośnie zapłoną plastikowe butelki po napojach, opakowania po lodach, jogurtach, mleku, drewniane meblowe odpady, styropian i wszystko inne, co tylko zmieści się w drzwiczkach od pieca.
Kominem wydostanie się czarny gryzący dym, który zasnuje podwórko sąsiada i zmusi go do zamykania okien.
A co tam, niech sąsiad ma za swoje. Należy mu się za wścibstwo i wszelkie krzywdy, które wyrządził, albo wyrządzi w przyszłości.
To nic, że synek, córeczka, wnuczek albo wnuczka powiedzą tato, dziadku – nie pal tych rzeczy, bo pani w szkole mówiła, że to trucizna. Zachorujemy i umrzemy od tego wcześniej.
Nie należy palić śmieci.
Eeee tam. Co mi małolat będzie mówił jak mam postępować.
Tylko dlaczego żona ma astmę i chore serce?
Dlaczego córka ma uczulenie praktycznie na wszystko?
Ostatnio z wnuczkiem też coś za często jeżdżą do lekarza.
Jakieś słabe to młode pokolenie.

Zadeklarowanym palaczom
śmieci dedykuję ten felieton.

Jerzy Cywicki